^Do góry
baner

RZEKA TO ŻYCIE - Janusz Fąfara

Inspiracją do powstania tego tekstu był protest mieszkańców małej hiszpańskiej miejscowości leżącej nad rzeką Ebro w południowej Katalonii.

Rzeka ta, słynąca z czystej wody stała się pokusą dla katalońskich VIP ów i postanowili – skoro nie mogą budować ekskluzywnych posiadłości nad brzegami rzeki, gdyż lokalne prawo tego zabrania – przekierować część wody z rzeki na tereny znacznie oddalone od naturalnego koryta, gdzie lokalna klasa wyższa niż średnia pobudowała również w odpowiednio wyższym standardzie rezydencje, ale bez naturalnego koryta czystej rzeki w granicach swych posiadłości. Pomysł absurdalny, żywcem wzięty z epoki euforystycznej budowy komunistycznego Związku Radzieckiego, gdzie zamierzano zmienić bieg wielkich syberyjskich rzek (Leny, Obu, Jeniseju) a skończyło się na szczęście jedynie na zamiarach. Wcześniej zmieniono bieg dwóch pustynnych rzek Syr- i Amu-Darii z dość opłakanym zresztą skutkiem. Ich wody skierowano na pola bawełny w Uzbekistanie. Dziś Jezioro Aralskie przypomina "kałużę aralską", coś za coś - przyroda zawsze wystawi rachunek.

Również z absurdalnym pomysłem wsławił się prezydent Brazylii Ignacio Lula da Silva, który odwrócić chciał bieg jednej z największej rzek Ameryki Południowej - Sao Francisco. Tak bardzo wierzył w powodzenie swego projektu, że na spotkaniu z dziennikarzami oświadczył ,,jeśli zaniecha się tego typu spraw, to nastąpi koniec państwa”. Nic dodać, nic ująć – słowami tymi przemawia cała mądrość ,,jaśnie nam panujących”. Idealnie pasuje w tym przypadku stara sentencja, że oszustwo i obłuda nigdy się nie śmieją, lecz nakładają maskę powagi.

,,LO RIO ES VIDA” - rzeka to życie, to najprostsza definicja rzeki, ale jakże wiele mówiąca.

Właśnie nad brzegami rzek powstawały w zamierzchłych czasach większe osady ludzkie. Większość głównych miast polskich skupiły się nad Wisłą, Odrą, Wartą i innymi rzekami.

Rzeka to życie, więc szanujmy je dziś i róbmy wszystko, aby naszych rzek starczyło dla następnych pokoleń. Nasze, rodzime problemy z rzekami są z zupełnie innej maści. Nie rodzą się u nas jak na razie (tu należy odpukać w niemalowane drewno) pomysły rodem z Katalonii czy też Brazylii, choć do końca nie jestem przekonany, że naszym ,,jaśnie panującym” nie śnią się nowe rezydencje i luksusowe zamknięte enklawy apartamentowców nad brzegami dziewiczych, niczym nie skażonych rzek. Niech marzenia te pozostaną na wieki tylko w ich ,,niewinnych” snach, niech prosto z sypialni zanurzają się w krystalicznych nurtach Odry i Wisły, niech sobie tylko o tym marzą.

Dziś naszym palącym rzecznym problemem było coraz mniejsze zainteresowania rządu i władz lokalnych wykorzystanie rzek jako arterii komunikacyjnej i transportowej.  Niechęć kolejnych polskich rządów do gospodarowania wodą tak, by jej starczyło i dla swobodnej żeglugi i na potrzeby miast, przemysłu, rolnictwa ma już swoją historię. W tym przypadku mam na myśli problem Wisły, a raczej już ponad 85 letnie utyskiwania nad wiślanym problemem, jak się w końcu okazuje nie do rozwiązania. Jeśli zaś chodzi o Odrę – tu jest sprawa stosunkowo prosta. Prusacy począwszy od uchwalenia Protokołu Bohumińskiego  w roku 1819  zwanego ,, Protokoll über die beim Ausbaue des Oderstroms zu befolgenden Grundsätze” uchwalili pruski akt prawny o charakterze państwowym systematyzujący sprawy kompleksowej regulacji rzeki Odry, a Niemcy skończywszy projekt kaskadyzacji rzeki Odry na stopniu wodnym Rędzin który zakończył się budową drugiej śluzy już rękami jeńców francuskich w roku 1942 pokazali jak czasochłonne jest przystosowanie rzeki do roli arterii komunikacyjnej. 123 letnie zmaganie się z wichrami historii jednak przyniosło w konsekwencji sukces i Odra została dostosowana do standardów rzeki żeglownej na miarę potrzeb minionego stulecia. Po drugiej wojnie światowej los Odry spoczął w polskich rękach. Ówczesny rząd wierzył, że Odrzańska Droga Wodna to coś znacznie więcej niż sposób przemieszczania towarów, że nie tylko wykonuje swoje normalne funkcje komunikacyjne, lecz jednocześnie jest częścią składową zorganizowanego bytowania człowieka jak gospodarka wodą w przeciwieństwie do kolei czy sieci dróg lądowych, które mają w swym zasięgu znaczenie tylko komunikacyjne. Rzeki mają to do siebie, że tak jak je stworzyła natura i jeśli ręka człowieka nie miesza w jej ,,systemie nerwowym” to w zasadzie od wieków zajmują ten sam obszar kraju co przed wiekami z niewielkimi zaborami gruntu spowodowanymi systematycznym „dziedziczeniem”. Natomiast ich możliwości transportowe zależne są tylko od stanu systematycznej modernizacji i przystosowywania jej do nowych standardów hydrotechnicznych. Zwiększenie przepustowości szlaków komunikacyjnych drogowych i kolejowych to zabór nowych gruntów pod autostrady, drogi szybkiego ruchu czy też pod nowe nici infrastruktury kolejowej. Natomiast rzeka jak to rzeka, jeśli nie nawiedzą jej żadne kataklizmy to płynie od wieków i będzie płynąć tym samym lub lekko przez naturę skorygowanym korytem.   Odra była w swej historii powojennej po części wolna od zaniedbań i beztroskiego traktowania jako cieku wodnego mało przydatnego dla kraju jedynie w latach lat 60 i 70 tych. Kolejne rządy usilnie starały się nie zauważać roli Odry w systemie wodno-gospodarczym i transportowym Polski. Pozytywne zmiany dało się zauważyć począwszy od roku 1956 aż do roku 1958, kiedy to za sprawą trzeciego sejmiku odrzańskiego została utworzona specjalna komisja rządowa, w skład której wchodziło kilku ministrów. Komisja miała za zadanie w zasadzie jeden tylko cel – wprowadzenie w życie doraźnego programu i przełamanie złej passy Odry. I tak też się stało. Nastąpił dla Odry czas intensywnej rozbudowy i rozwoju.

Rzeka dawała życie, powstawały nowe stocznie, rosła ilość floty, wraz z nią zatrudnienie. Rozwijała się cała infrastruktura związana z utrzymaniem ówczesnych norm szlaku żeglownego. Rzeka w tych latach żyła i dawała życie. Tak wydawałoby się prozaiczne z pozoru włączenie do resortu żeglugi wszystkich spraw ogólnej gospodarki wodnej przyniosło natychmiastowe skutki w postaci poprawy zaopatrzenia w wodę miast, przemysłu i rolnictwa, poprawę zabezpieczenia przed powodzią aż po zamknięcie kwestii dróg wodnych i transportu wodnego. Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że szczęście trwa wiecznie. Niestety, wichry historii powoli zmieniały Polskę w ,,kapitalistyczną ziemię obiecaną” - a jak czas pokazał nie dla wszystkich obiecaną.  Zmieniło się wszystko wraz z polityką państwa polskiego wobec problemu transportu śródlądowego. Nie potrzeba nikomu tłumaczyć, że rozwój transportu śródlądowego jest ściśle uzależniony od popytu na usługi tą gałęzią transportu i popyt ten skutecznie torpedował sam rząd trzeciej R.P. pospołu z różnej maści organizacjami pozarządowymi, a czynili to bardzo skutecznie.

Rzeka zamiast dawać życie coraz częściej zaczyna je zabierać. Długotrwałe i katastrofalne w skutkach powodzie w 1997 i 2010 roku to w pewnej mierze protest rzek przeciwko pozostawieniu ich samym sobie. Ostrzeżenie, jakie dała natura w 1997 roku zostało zignorowane a na skutki nie trzeba było czekać kolejnych stu lat. Już po trzynastu latach rzeka dała o sobie znać ponownie, i to dwukrotnie. Niestety, poza kilkoma doraźnymi zabezpieczeniami dalej mieszkańcy nadrzecznych terenów, których dotknęła kolejna przestroga rzeki, pozostawieni są na łaskę urzędniczej niekompetencji lokalnych władz dla których najbardziej prosta ustawa czy doraźne zarządzenie jest polem do popisu, aby jak najbardziej niebotycznie skomplikować, zagmatwać, uniemożliwić zrozumienie wprowadzając w życie odgórne zarządzenia. Część mieszkańców z zalanych terenów ponad dwa miesiące od powodzi nie doczekało się żadnej pomocy, a jak pokazywała czasami publiczna telewizja obrazki z Opolszczyzny czy jeszcze bardziej dotkniętej skutkami powodzi ziemi sandomierskiej wiara w prawość ówczesnego rządu momentalnie ulatuje, gdy nasz i przez nas wybrany rząd, pomimo swych szerokich możliwości nie był w stanie podjąć się zapobiegania i likwidacji skutków powodzi. 

Czas nałożenia masek troski i współczucia na twarze członków rządu, kandydatów na prezydenta, polityków lewicy i prawicy minął wraz z zakończeniem kampanii prezydenckiej. Po czasie zrywu narodowego w walce o przetrwanie pozostała już tylko tradycyjna, polska niemoc w realizowaniu obietnic których z góry było wiadomo, że zrealizować się nie da. Rząd nie chce uznać własnej niemocy, bo przecież uprościł przepisy i przyjął specustawę powodziową - i co z tego, przecież ludziom pozbawionym niejednokrotnie dorobku całego życia ona nic nie daje. Specustawa reguluje tylko kwestie wywłaszczeń w kontekście budowy lub przebudowy istniejących wałów przeciwpowodziowych oraz przy budowie suchych zbiorników przeciwpowodziowych (nie mylić z retencyjnymi) oraz o odszkodowaniach za poniesione straty dla tzw. małych przedsiębiorców. Generalnie uchwalanie specustaw skutkuje tym, że wypierają one ustawy zwykłe, jednocześnie dublując cele ustawodawcy. Powielenie tych rozwiązań polega na tym, że cel, który można byłoby osiągnąć stosując ustawy zwykłe osiąga się teoretycznie w sposób uproszczony. Tak czy inaczej mieszkańcy zalanych terenów, którzy pozbawionych dachu nad głową i koczujących, gdzie się da mieli tę specustawę głęboko w d... Oni tylko chcieli realnej pomocy w odbudowie swych siedlisk a nie darów w postaci ciuchów, trochę żywności i całej masy współczucia. Oni nie żyli przecież w dzikim buszu, lecz w kraju, którym ówczesny rząd szczycił się, że jest zieloną wyspą na czerwonym morzu pogrążonych w recesji europejskich gospodarek. Twarze naszych polityków już powinny zacząć się powoli pokrywać rumieńcem wstydu za problem rządu Tuska z usuwaniem skutków powodzi. I po raz kolejny natura pokazała na co ją stać. Kolejne tragiczne w skutkach wezbranie Miedzianki i Nysy Łużyckiej po raz kolejny pokazuje, że byliśmy kompletnie nieprzygotowani na ewentualność nagłych powodzi. Szwankowało nadal wszystko, począwszy od służb meteorologicznych, systemu wczesnego ostrzegania, organizacji i koordynacji służb w sytuacjach kryzysowych. Pozostała tylko niezmieniona ludzka tragedia dotkniętych skutkami powodzi.

Kolejną niereformowalną „polską specjalnością” to problem usuwania skutków powodzi w infrastrukturze hydrotechnicznej Odry - to temat kontrowersyjny sam w sobie. Czy potrzebna była fala krytyki pod adresem wrocławskiego RZGW, czy potrzebne były interwencje środowisk żeglugowych do posłów, do Pani minister w sprawie tak błahej i oczywistej jak natychmiastowe rozpoczęcie prac pogłębiarskich i udrożnienie kanałów i awanportów śluz na Odrze Skanalizowanej. Ci, którzy z maniackim uporem czekali aż uruchomi się cała procedura przetargowa i nabierze właściwego w polskiej rzeczywistości tempa powinni już dawno ze słowem ,,wstydu oszczędź” odejść.  Rynek potencjalnych wykonawców prac pogłębiarskich jest ograniczony i w zasadzie podzielony terytorialnie tak, że żadne procedury przetargowe nic nowego by nie wniosły, a rozpoczęcie samych prac nie przeciągałoby się w nieskończoność. O tym jak wielki jest to problem świadczył termin prawdopodobnego zakończenia prac pogłębiarskich na połowę sierpnia, o ile nie będzie przeszkód natury hydrologicznych.

Szczególnie ,,dywersyjną” robotę wobec rzeki robi nowe pokolenie "fachowców", którzy bez żadnych skrupułów wyciskają z firm związanych z rzeką, ile się tylko da. Wydawałoby się, że wysoki poziom wykształcenia jest gwarantem wysokiej inteligencji, erudycji i wiedzy ogólnej - nic bardziej mylnego, oni żyją tylko dniem dzisiejszym, maksymalny zysk wyrwany z rzeki dziś jest miarą ich sukcesu. Jutro dla nich nie istnieje.  

 Jak powiedział Graham Swift:

"Gdy pracujesz z wodą, musisz ją znać i szanować. Gdy trudzisz się, by ją ujarzmić, musisz wiedzieć, że pewnego dnia może wezbrać i obrócić cały twój trud wniwecz"    

Konkluzja jest jedna – jak nie będziemy szanować rzeki, jej wielkości i mocy to będzie ona coraz częściej przypominać o sobie.

Na koniec chciałbym się odnieść, a raczej podzielić wiedzą jak widzą rzekę i jej rolę w systemie transportowym opolscy naukowcy w opracowaniu ,,Prognoza oddziaływania na środowisko projektu zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa dolnośląskiego”.  Ze względów proceduralnych nie mogę publikować w szczegółach tegoż jakże dla naszego środowiska ważnego dokumentu, który opracowano w Opolu na zlecenie Wojewódzkiego Biura Urbanistycznego we Wrocławiu.

Na wstępie w części dotyczącej podstawowych kierunków rozwoju przestrzennego wspomina się o konieczności poprawy żeglowności Odrzańskiej Drogi Wodnej i o wzroście konkurencyjności żeglugi śródlądowej.

W części dotyczącej Programu dla Odry 2006 rozwija się tylko temat zbudowania systemu biernego i czynnego zabezpieczenia przeciwpowodziowego oraz usunięcie szkód powodziowych tak jakby Program dla Odry 2006 w ogóle nie zauważał problemów transportu śródlądowego na rzece Odrze.

W części dotyczącej polityki transportowej państwa na lata 2006-2025 poza programami dla transportu drogowego, kolejowego i lotniczego nie uwzględnia się roli transportu śródlądowego.

W kolejnej części dotyczącej zmian niesprzyjających ochronie środowiska w temacie dotyczącym komunikacji zauważa się regres w dziedzinie transportu wodnego i opóźnienie realizacji zadań przyjętych w programie „Odra 2006”.

W trakcie omawiania Doliny Odry Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego zauważa się brak spójności w wypracowaniu wizji rozwoju i wykorzystania Odrzańskiej Drogi Wodnej oraz niewystarczające zabezpieczenia przed negatywnymi skutkami powodzi związane z opóźnieniami w realizacji Programu Odra 2006 wraz z potencjalną degradacją lub zniszczeniem walorów przyrodniczych objętych ochroną prawną, związaną z wprowadzeniem dużych inwestycji Odrzańskiej Drogi Wodnej.

W części omawiającej rozwój transportu i jego negatywny wpływ na środowisko wskazując na niekorzystne kierunki rozwoju przestrzennego w odniesieniu do żeglugi śródlądowej mówi się że poprawa żeglowności odrzańskiej drogi wodnej czyli zapewnienie stabilnych warunków transportowych na Odrze w praktyce oznacza konieczność ingerencji w jej koryto  (prostowanie, pogłębianie), a biorąc pod uwagę fakt, że Odra na znacznej długości jest objęta ochroną w ramach sieci Natura 2000, jest to kolizja dość istotna.

Najgorsze jest to, że wraz ze wzrostem konkurencyjności żeglugi śródlądowej jako negatywne skutki dla środowiska wskazuje się na rozwój transportu ładunków niebezpiecznych i wielkogabarytowych. ( ??)

W podsumowaniu autorzy prognozy wskazują, że poprawa żeglowności Odrzańskiej Drogi Wodnej i wzrost konkurencyjności żeglugi śródlądowej ogólnie niosą za sobą niekorzystne oddziaływanie na środowisko.

Podsumowując ,,Prognozy oddziaływania na środowisko projektu zmiany planu zagospodarowania przestrzennego województwa dolnośląskiego” autorzy mówią wprost że poprawa warunków nawigacyjnych, uzyskanie III klasy żeglowności na całej długości Odry i zapewnienie stabilnych warunków transportowych (modernizacja i budowa śluz, jazów i stopni wodnych, przebudowa mostów) oraz rozwój portów odrzańskich i centrów logistycznych umożliwiających nowoczesną obsługę przewozów pasażerskich i towarowych przyczyni się do wzrostu znaczącego i niekorzystnego oddziaływania na środowisko.

Nie będę komentował tego opracowania, niechaj wystarczą przytoczone słowa Jana hrabiego Zamoyskiego:

 "Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

Poniżej przedstawiam obrazki rzeki w okresie popowodziowym, zmagania jej użytkowników z trudnymi warunkami nawigacyjnymi, a wszystko po to, abyśmy nigdy nie zapomnieli, że ,,RZEKA DAJE ŻYCIE I ŻYCIE ZABIERA”.

Czasy się zmieniły - zmienił się rząd, zmieniły się wizja Odry jako europejskiej arterii komunikacyjnej i zmienił się klimat. Obecnym problemem stał się nie nadmiar wody w rzekach, lecz jej systematyczne ubywanie. Globalna susza daje się dotkliwie wszystkim we znaki także elitom politycznym które pobudzone swoistym "pragnieniem” zaczynają w końcu realnie patrzeć na problemy związane z niedoborem wody, skąpym (można powiedzieć, że praktycznie żadnym) alimentowaniem wód, których okresowy nadmiar bezsensownie oddajemy morzu. Wraz z coraz większym zapychaniem się rodzimych lądowych nitek transportowych odżywa postrzeganie żeglugi śródlądowej skutecznej alternatywy na odciążenia drogowego ruchu towarowego i częściowego przeniesienie go na rzeki i kanały. Zakończono w końcu historyczną już budowę stopnia wodnego Malczyce, trwają intensywne prace projektowe nad kolejnymi stopniami Lubiąż i Ścinawa i w końcu zaczyna dojrzewać projekt zmiany pojęcia "suchy polder Racibórz" na "zbiornik retencyjny Racibórz" Co będzie dalej - pożyjemy, zobaczymy. Póki co kształtuje się opinie, że na podstawie analiz warunków hydrologicznych w 1997 roku można zauważyć, że wiosna i początek lata były suche i dawały podwaliny do obawy przed suszą. W latach 90-tych było sporo okresów z niedoborami opadów i można ostrożnie stwierdzić, że w lipcu 1997 roku nastąpiło kumulacyjne wyrównanie niedoboru hydrologicznego w ciągu zaledwie kilku dni. Podobne sugestie można wyciągnąć z 2010 roku, kiedy to gigantyczna powódź nawiedziła Wisłę i nieco mniejsza niż w 1997 roku Odrę. Rok 2009 był generalnie bardzo suchy, suchy również był w drugiej połowie 2008 rok i w konsekwencji w maju 2010 roku nastąpiło hurtowe wyrównanie niedoborów opadowych. Można nad tymi tezami dyskutować, ale póki co jedno jest pewne - powodzie były, są i będą i trzeba być pomimo kilkuletniej suszy być na nie zawsze przygotowanym i pamiętać trzeba abyśmy nigdy nie zapomnieli, że ,,RZEKA DAJE ŻYCIE I ŻYCIE ZABIERA”.

Ps. Oświadczam, że mój tekst nie jest elementem aktualnej kampanii wyborczej tylko przemyśleniami świadka przemijającego czasu.

Janusz Fąfara

Wyszukiwarka

Copyright © 2013. Mateusz Haglauer Rights Reserved.


Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Polityka cookies